Czy jest szansa z nimi wygrać?

Legia Warszawa awansowała wreszcie do Ligi Mistrzów, ale wcale nie oznacza to końca świata dla reszty ligi. Większość portali sportowych podała już olbrzymie kwoty pieniężne, które za chwilę trafią na konto Wojskowych. Ostatnie medialne doniesienia prawie z miejsca skreślają szanse pozostałych drużyn na jakikolwiek sukces. Oczywiście, mądrze zainwestowane pieniądze na pewno pomogą stołecznemu klubowi w zdominowaniu ligi, ale nie zapominajmy że jeszcze nikt nigdy nie widział worka pieniędzy strzelającego gola. A bynajmniej nie na boiskach Ekstraklasy.

Choć awans został potwierdzony zaledwie dwa dni temu, to sama operacja “Liga Mistrzów” w Warszawie rozpoczęła się znacznie wcześniej. A dokładniej dwa lata temu, wraz z przejęciem warszawskiego klubu przez Bogusława Leśnodorskiego i Dariusza Mioduskiego. Wizja i konkretny plan rozwoju. Ambitny projekt mający zrobić z Legii – na wzór nowoczesnych, europejskich marek – firmy samo na siebie zarabiającej. Nie mam zamiaru umniejszać zasług właścicielom Legii, ale w Polsce nie było lepszego gruntu pod budowę nowej polskiej potęgi – największe miasto w kraju, jego stolica. W związku z dobrą lokalizacją, łatwiej było znaleźć sponsorów zaś mieszkańcy Warszawy – gdzie średnio zarabia się więcej niż w każdym innym mieście – stanowią większy rynkowy potencjał niż mieszkańcy Niecieczy czy Łęcznej. Jednak trzeba wyraźnie zaznaczyć, że żaden inny krajowy klub nie był tym czasie mądrzej zarządzany (no, może prócz Zagłębia, które wychodziło z kryzysu). Szybko został obalony mit, jakoby sport w Polsce był niedochodowy. Zdrowa ścieżka rozwoju: sponsorzy -> perspektywiczni zawodnicy -> gra w Europie, promocja zawodników (Legia od lat gra w grupie LE) -> sprzedaż zawodników doprowadziła Legię na sam szczyt. Pytanie na dziś: Czy jest szansa z nimi wygrać?

Drużyna spisuje się fatalnie w lidze i przyczyn można szukać wiele. Kibice z Warszawy narzekają na Hasiego i ciężko im się dziwić – to osiągnięcie wypaść z pierwszej ósemki mając do dyspozycji taki skład jakim pochwalić się może Legia. Nie zapominajmy jednak o eliminacjach do Ligi Mistrzów, które były priorytetem dla klubowych władz a reszta wyników schodziła na dalszy plan. Mistrz Polski ma swój upragniony awans i teraz będzie mógł w pełni skupić się na lidze. Ale wcale nie musi. Przynajmniej do zimy. Bo z pomocą przychodzi reforma ligi, czyli siedem dodatkowych kolejek. Załóżmy:

Legia decyduje się na walkę w Europie i odpuszcza zmagania na krajowym podwórku. W ekstraklasowej tabeli zajmuje w grudniu 10 miejsce i przepaść dzieli ją do Lidera. Kończy się runda jesienna. Na 80% Legia nie będzie miała już żadnych innych spotkań. Faza grupowa Ligi Mistrzów okaże się za trudna. Z Pucharu Polski dawno odpadła. Warszawskiej ekipie zostanie aż siedemnaście spotkań. Dziesięć (30 punktów możliwych do zdobycia), by awansować do pierwszej ósemki oraz kolejne siedem po podziale punktów (21 punktów). A w zanadrzu okres przygotowawczy oraz miesiąc czasu na transfery. Do tego trener, który po 6 miesiącach pracy będzie już wiedział na czym stoi. Do tego Legia będzie mogła wzmocnić się. I to nie przypadkowymi ludźmi z ulicy. Dlatego wraz z końcem grudnia dla stołecznego zespołu rozpocznie się nowy sezon i nawet zajmując niskią pozycję, wciąż jest szansa na zdobycie mistrzostwa. Słaba forma zespołu z Warszawy nie powinna więc być powodem do hurraoptymizmu dla reszty krajowej stawki. Chyba, że Jagiellonia, Zagłębie, Lechia albo ktoś inny wykorzysta napięty terminarz Legii, a uzyskanej przewagi nie roztrwoni jak Piast w zeszłym roku.

20 kolejka

30 kolejka
Lechia, na 30 możliwych punktów zdobyła ledwie 15. Czyli połowę. Legia dopisała sobie osiemnaście oczek. Gdyby zamiast Lechii pojawiła się drużyna z Warszawy – solidnie wzmocniona, bez problemu mogłaby zapunktować 23 razy (7W 2R 1P). Czyli +8 na ich konto. Gdyby liderem była Jagiellonia, nie byłaby ugrać więcej niż Legia z poprzedniego sezonu (wszystkie ekstraklasowe ekipy tracą w końcowej fazie rozpęd – np. Piast.) Przed podziałem różnica wynosi więc.. 13 punktów. Przykładowa Legia – 47 punktów. Przykładowy lider – 60 punktów.
31 kolejka.png
Lechia zdobyła dużo mniej punktów, a i tak dzieli ją tylko 11 punktów (31 kolejka, wygrana Lechi, wygrana Legii). Stołeczny klub po podziale miałby 26 oczek i traciłby 7 punktów do lidera. A do zgarnięcia…18 punktów!
37 kolejka
Po kolejnych 6 kolejkach Lechia 10/18. Legia 10/18. W tym sezonie lider w trudnych meczach zdobyłby mniej niż Wojskowi w 2016. Około 8 punktów. Natomiast obecny Mistrz Polski spokojnie poprawiłby wynik drużyny z Gdańska. 15 punktów – jest jak najbardziej w zasięgu drużyny wzmocnionej, ogranej w meczach z Realem czy Borussią. A więc w tej tabeli Legia przeskoczyłaby Lidera.

Szybkie podsumowanie:

20. kolejka:

  1. Lider. (42 punkty).

10. Legia. (24 punkty).

zostaje 30 punktów do zgarnięcia.


 

30. kolejka:

  1. Lider 60 punktów (zgarnia 18/30).

7. Legia 47 punktów (zgarnia 23/30).

czas na podział i kolejne 21 punktów.


po podziale:

  1. Lider 30 punktów

7. Legia 23 punkty.

zostaje 21 punktów do zgarnięcia.


37. kolejka

  1. Legia 40 punktów (zgarnia 17/21, wygrywa bezpośrednie starcie z Liderem).

2. Lider 39* punktów (zgarnia 9/21, przegrywa bezpośrednie starcie z Legią).


Czemu potencjalny Lider zdobędzie maksymalnie 9 punktów? Bo dobrze grająca drużyna szybko zostanie rozkupiona przez Legię w zimie. Piast zdobył ledwie 11 punktów w grupie mistrzowskiej w poprzednim sezonie, ale wtedy klub z Warszawy nie mógł sobie pozwolić na urządzenie supermarketu w Gliwicach. A teraz może.

Scenariusz mocno naciągany. Legia w dwudziestej kolejce będzie pewnie na podium. Ale przyznajcie: bufor bezpieczeństwa jest 😉


Dla mnie „ESA 37” to zwykła kara za wysiłek w 30 meczach. Rozgrywki są atrakcyjniejsze, jest kolejne siedem emocjonujących spotkań. Szkoda tylko, że poprzedza je 30 meczów o półtora punktu. Lepsze rozwiązanie? Rozszerzmy tabelę o dwie dodatkowe drużyny, będą cztery spotkania więcej. Jak pokazują ostatnie sezony*  drużyny z zaplecza Ekstraklasy poziomu nie zaniżają. Do tego inna strefa spadkowa: 4 ostatnie ekipy zapraszamy do I ligi, piąta od końca rywalizuje z piątym miejscem w I lidze w barażach. Brutalna rotacja spowoduje, że wytrzymają tylko kluby utrzymujące stały poziom od lat. Tylko takie mogą pokazać coś w Europie. Wymagajmy od czołówki jak najwięcej. Skoro połowa (!) beniaminków jest z marszu dostać się do europejskich pucharów. Wszystkie kluby poniżej ósmego miejsca grałyby jak o życie. Nie siedem meczów ale siedemnaście. Środek byłby maksymalnie spłaszczony, więc nie byłoby spotkań o „nic”. U góry nie ma co zmieniać. Skoro jakaś drużyna zdobyła najwięcej punktów w 34. kolejkach, będzie najlepiej reprezentować nasz kraj w pucharach. Jedynie dołożyć baraże między 3 a 6 miejscem (trzecia drużyna ligi gra z szóstą, czwarta z piątą) o Europę. Mecz u siebie, mecz na wyjeździe. Koniec z jakimiś kalkulacjami. Koniec z  zastanawianiem się jak zostać gospodarzem w w danym meczu. Koniec z bogaceniem pierwszej ósemki (prestiżowe mecze) i opustoszałymi stadionami w drugiej ósemce. Koniec z okradaniem z włożonego w trzydzieści kolejek trudu. Chcemy dobrej ligi? To zadbajmy wpierw o przygotowanie fizyczne. Czy w Niemczech, Francji czy Hiszpanii są jakieś grupy na koniec sezonu. Nie. Tam każdy mecz jest na wysokim poziomie, bo piłkarze biegają. A przykład Kamińskiego, grającego w rezerwach klubu z II ligi niemieckiej, chyba o czymś świadczy. I to nie najlepiej.


 

*można nawet dać Liderowi 10 punktów, bo o Mistrzostwie decydowałyby wtedy bezpośredni pojedynek.

*Drużyny awansujące do Ekstraklasy: 2012: Piast oraz Pogoń, 2013: Zawisza oraz Cracovia, 2014: GKS Bełchatów oraz Górnik Łęczna, 2015: Zagłębie oraz Termalica – 6/8 drużyn z I ligi dalej gra w Ekstraklasie, aż połowa (!) beniaminków zdążyła już nawet „zagrać” w europejskich rozgrywkach.                                                                                                        pogrubienie – nadal w Ekstraklasie, kursywa – w europejskich pucharach

*(zdjęcia tabeli z poprzedniego sezonu pochodzą z serwisu: http://pilkanozna.pl, ale to ja jestem autorem wszystkich czerwonych strzałek, przybliżeń oraz napisów – dlatego takie krzywe 🙂 ).

*autorem zdjęcia jest dwóch bokserów jest: Ric Ricard


 

Czytaj „Alfabet Ekstraklasy” na łamach LBC!

Czytaj „Być jak menadżer” na łamach FMTube.pl!


 

Reklamy

2 myśli w temacie “Czy jest szansa z nimi wygrać?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s