Nudny finał dwóch słabych drużyn.

Liga Mistrzów – mówią. Nazwa bardzo adekwatna. Bowiem w decydującym boju spotkała się mistrzowska ekipa Realu Madryt (sezon 2011/12) oraz najlepsza drużyna Hiszpanii – Atletico (sezon 2013/14). Szkoda tylko że mamy rok 2016. Kolejnym paradoksem jest też fakt, że obie ekipy pokonała Barcelona, która właśnie na rzecz Realu Madryt straci miano najlepszego klubu Europy (i pewnie świata). Jasne, odpadła z Atletico w półfinale, uległa Realowi w ostatnich derbach. Ale 38 kolejek to 38 kolejek, udowadniania swojej wyższości. Im bardziej pompowany jest mecz, tym gorzej prezentują się w nim zawodnicy, i tym więcej jest błędów wypaczających wynik.

534928086

Dlaczego finały są takie przeciętne?

Średnio rozgarnięty widz zauważy, że ćwierćfinały czy półfinały są zazwyczaj dużo bardziej emocjonujące niż starcia finałowe. W meczach o finał jest świadomość drugiej szansy, w postaci rewanżu. Piłkarze nie odczuwają aż takiej presji, częściej podejmują ryzyko, z korzyścią dla widzów. Przesada, żeby ludzi zarabiających kilka bądź kilkanaście milionów rocznie, usprawiedliwiać zbyt wysoką stawką. Ale efekt widać było gołym okiem. Kiedy Królewscy strzelili gola, przestali grać ofensywnie. Kiedy Atletico wyrównało, przestało grać ofensywnie. Do tego końcowe minuty drugiej połowy i dogrywki. Czekanie na gwizdek. O ile rozumiem jeszcze wyczekiwanie na półgodziny gry, to na karne już nie. Ryzyko związane z kontratakiem rywala w 119 minucie, a niestrzeleniem jedenastki jest chyba takie samo.

Żal Simone. Gdyby chociaż 1/5 energii przez niego produkowanej przy lini bocznej, przenosiła się na jego graczy (a nawet nie tylko na nich), to niewątpliwie bylibyśmy świadkami bardziej emocjonującego widowiska. A tymczasem cała gestykulacja, wszystkie jego głośne komentarze, nie miały po prostu odzwierciedlenia na placu gry.

Wielkie drużyny?

Sobotni „Grande Finale” był średnim, przeciętnym spotkaniem dwóch drużyn bez stylu, jakiejś filozofii gry. Torres w pierwszej połowie miał maksymalnie trzy kontakty z piłką.  Oblak, bronił na przyzwoitym poziomie. Do 120 minuty. Ronaldo nie rozczarował. On zniechęcił do siebie. Ciągłe szukanie nie kolegów, a okazji do strzałów. Kontuzja? Bardziej nadwyręża się mięśnie uderzając piłkę z 25 metrów, niż zagrywając ją do stojącego obok partnera. Kibice Portugalii mogą się obawiać o jego występ na Euro. Zastanawiam się ile Ronaldo ma jeszcze do zaoferowania, bo być może właśnie schodzi ze sceny. Oczywiście, zawsze będzie solidnym graczem, ale nie przypomina już gwiazdy światowego formatu. Jeśli nie wyróżni się we Francji, nie powinien znaleźć się w pierwszej trójce Złotej Piłki. Bale grał dobrze przez pierwszy kwadrans. Benzema rywalizował z Pepe o miano gorszego obrońcy w Realu, bo w ataku był cieniem samego siebie. Griezmann bardzo starał się, marnując przy tym rzut karny. Juanfran popisał się piękną aystą, by potem zawieść w serii rzutów karnych. Ciężko znaleźć gracza rozgrywającego bardzo dobre zawody. Może Casemiro?. W meczu z Barceloną czy wczoraj – pokazał, że potrafi grać. I w mojej opinii, gdyby nie on, a właściwie jego odbiory w środku pola (co w sumie jest przecież jego obowiązkiem), to drużyna Zidane’a owszem odebrała by medale, ale za drugie miejsce.

W środku pola brawurowo grał Kroos, faulowany kilkukrotnie, mający asystę drugiego stopnia – dla mnie również kandydat do miana MOTM. Ale najpiękniejsze co może być w finale, to wejście rezerwowego, który zmienia grę, a przynajmniej wynik. I tak zapamiętam występ Carrasco. Aktora drugoplanowego, ale za to jakiego.

carrasco
źródło

Zawodnikiem meczu został Ramos. Facet, który strzelił gola ze spalonego, a właściwie strzelił to złe określenie. On skradł gola Bale’lowi facet który powinien wylecieć z boiska.

Tu też można się zastanowić nad sensem niektórych rozgrywek. Otóż 20 zespołów w lidze, puchar krajowy, puchar ligi, superpuchary kraju, kontynentu, Liga Mistrzów, Klubowe Mistrzostwa Świata. Brakuje jeszcze Złotego Pucharu Dzielnicy. Po co organizować 50 spotkań, skoro to tylko „nadużywa” najlepszych graczy, których w ważnych meczach (np. w finale LM) nie dają fizycznie rady? Oczywiście, jest rotacja. Ale kibic przychodzi oglądać pierwszy zespół, a nie rezerwy, a trener chce mieć najlepszy skład na każde spotkanie. Dlatego zmiejszenie liczby meczy (a przynajmniej na lata w których odbywają się ME bądź MŚ) wydaje się mi rozsądnym wnioskiem.

Kończąc. Żeby wygrać Ligę Mistrzów trzeba mieć po prostu farta. Zwykłego, piłkarskiego farta. Zidane, Zidane, Zidane. Trenerem jest od pół roku. Nijak awansował do finału, nijak finał wygrał. Z roku na rok coraz trudniej nie oprzeć się wrażeniu że mimo milionów wydawanych na transfery, o wszystkim decyduje przypadek, a nie umiejętności piłkarzy kosztujących średnio tyle co obecna kumulacja w Lotto. Razy 4.

 

Reklamy

3 myśli w temacie “Nudny finał dwóch słabych drużyn.

  1. Dwa razy przeczytałem ten tekst. Zgadzam się z każdym zdaniem. To są święte słowa. Wynudziłem się na tym finale. mam podobne spojrzenie na dzisiejszy futbol. Mam takie same spostrzeżenia co do jakości gry zawodników w tym meczu. Nic dodać nic ująć. Żałuje że nie widziałem finału Ligi Mistrzów piłkarzy ręcznych. A może i lepiej że nie widziałem 🙂 Te dwa finały mają się do siebie jak bajka na dobranoc dla siedmiolatków do dreszczowca. Kto myśli inaczej ten… siedmiolatek 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s